sobota, 7 czerwca 2014

L'amour! L'amour! L'amour!




Po okresie empiru i Cesarstwa, kiedy półnagie kobiety w gazowych toaletach, masowo przeziębiały się na balach i rautach, umierając na nieuleczalną gruźlicę, dopiero w roku 25-tym, XIX wieku, strój damski stawał się normalny. Stan sukni spod biustu, przeniósł się do poziomu talii. Spódnice dopasowane w biodrach, stały się szerokie u dołu. Powróciły gorsety, zwężające figurę w pasie. Coraz niżej wszywano rękawy, przez co ramiona stawały się spadziste. Szyje dam otaczały koronkowe kryzy, a same rękawy u góry szerokie, zwężały się ku dłoniom, kończąc się marszczonym mankietem. Suknie w tamtej epoce były bardzo strojne, ozdobione plisami, zakładkami, falbankami. Zdobieniami pokrywano całe staniki i doły spódnic, tworząc bogate ornamenty. Fryzury z przedziałkiem na środku głowy, nad skroniami spiętrzały się w dwa pęki długich francuskich loków. Kapelusze, dosyć duże budki wiązane wstążkami pod brodą, ozdabiane były suto piórami, kwiatami i woalami.
W latach osiemnastych XIX w. przebywał w Warszawie brat cesarza Rosji Aleksandra I, wielki książę Konstanty, mianowany przez cara Naczelnym Wodzem Wojska Polskiego. Nie grzeszył urodą, bo podobniejszy był raczej do małpy niż do księcia krwi, w przeciwieństwie do swego brata pięknego cara Aleksandra I, w którym kochały się wszystkie kobiety w całej Europie, od księżnej do praczki!
Carewicz Konstanty żonaty był z księżniczką niemiecką Anną sasko – koburgską, która niemal zaraz po ślubie dała nogę do rodziców i de facto małżeństwo było już fikcją. Nie przejmując się więcej żoną, Konstanty wziął sobie kochankę panią Fryderychs, z którą miał syna Pawła. O ile cesarz Aleksander I był kochany, o tyle wielki książę Konstanty nienawidzony przez społeczeństwo polskie, ze względu na brutalny charakter i okrucieństwo.
Jedyną miłością Konstantego było wojsko polskie, które musztrował na sposób pruski, despotycznie, trybem nie znanym żołnierzom polskim epoki napoleońskiej. Wielki książę pokochał wspaniałe wojsko polskie, sławne od czasów Napoleona z waleczności, służące z dobrej woli i przywiązania do ojczyzny. Dla żołnierzy i oficerów stał się tyranem i katem. W ciągu trzech dni, aż czterech dobrych oficerów odebrało sobie życie, nie mogąc znieść obelg, obrażających ich honor. Złowrogą sławę zyskał wtedy Ogród Saski, gdzie strzelali do siebie znieważeni przez księcia oficerowie.
Od roku 1815, coraz częściej plotka łączyła imię księcia z osobą panny hrabianki Joanny Grudzińskiej, pochodzącej z rozwiedzionej rodziny. Matka panny wyszła po raz drugi za mąż, za słynnego z urody i żarłoczności pana Brońca, marszałka Zamku królewskiego w Warszawie. Trzy, znane z urody panny Grudzińskie zamieszkały z matką. Nie miały prawie posagów, biedne niczym przysłowiowe myszy kościelne, zrobiły jednak wspaniałe partie, wychodząc za mąż za bogatych, znakomitych ludzi. Józefina poślubiła szambelana cesarskiego i arystokratę, hrabiego Wacława Gutakowskiego. Najmłodsza Antonina wyszła za mąż za barona Cesarstwa, byłego adiutanta Napoleona I, Dezyderego Chłapowskiego, późniejszego generała i dowódcę w Powstaniu Listopadowym 1831 r.
Jednak najdziwniejszy los czekał najstarszą z sióstr Joannę, zwaną w rodzinie Żanetką. Historycy nie są zgodni, ile lat liczyła sobie hrabianka, kiedy poznała wielkiego księcia. Jedni twierdzą, że osiemnaście, inni upierają się, że miała już 23 lata i była w tym wieku starą panną!
Mimo, iż portrety z epoki nieco ją upiększają, Żaneta nie była taką pięknością, jak jej obie siostry. Średniego wzrostu, bardzo szczupła, niebieskooka, o bujnych ciemno blond włosach, zwanych wtedy blond-cendre, pięknie tańczyła i kochała muzykę, grając biegle na fortepianie. Lubiła czytać i była cichą osóbką, bardzo religijną, niekiedy wpadającą w dewocję.
Na balu u księżnej Marii z Czartoryskich Wirtemberskiej, w roku 1815, wielki książę zainteresował się Żanetą poważnie. Przez kilka następnych lat, towarzystwo warszawskie miało znakomity temat do plotek, opowiadając o romansie wielkiego księcia Konstantego z panna Grudzińską. Jednakże wbrew opinii warszawskiego światka, o swobodnym flircie nie było mowy. Panna, zawsze taktowna, trzymała cesarzewicza na dystans i zachowywała się bez zarzutu, pomimo codziennych niemal wizyt wielkiego księcia na Zamku, gdzie państwo Brońcowie z córką mieszkali. Jesienią 1819 roku, Konstanty wyjechał do Petersburga i długo rozmawiał z bratem-carem w cztery oczy.
Dnia 24 maja 1820 roku, dobrze już starszawa, bo 29-letnia Joanna Grudzińska, odniosła tryumf nad swoimi rodaczkami, poślubiając w kaplicy Zamku warszawskiego, wielkiego księcia Romanowa, następcę carskiego tronu Rosji, gdyż car Aleksander I, był bezdzietny! Po ślubie katolickim, nastąpiła powtórna ceremonia ślubu prawosławnego. Jadąc otwartym powozem z mężem, do pałacu Brũhla, Joanna pozdrawiała gestem dłoni stojących na ulicach przechodniów, którzy zgotowali młodej parze owacyjne powitanie. Od szwagra cara Aleksandra I, Joanna otrzymała tytuł Księżnej Łowickiej. Cesarz bardzo ją lubił i chętnie z nią rozmawiał o religii.
Potem różnie się działo w małżeńskim stanie, dobrze i źle, kiedy mieszkała jeszcze w Belwederze, zbudowanym dla niej przez męża. Z czasem jednak, cicha i spokojna kobieta potrafiła zawładnąć swoim nieposkromionym małżonkiem. Dla męża stała się Jej Światłością, najukochańszą osobą na świecie. Dzieci nie mieli, ale mąż, wielki książę, tak bardzo kochał swoją Żańcię, że gdy chorowała, a była bardzo chorowita, sam spełniał przy niej wszelkie usługi, pielęgnując ją troskliwie. Księżna Łowicka nie zajmowała się polityką, choć mając ogromny wpływ na męża, mogła wyjednać o niego wiele łask dla sponiewieranego narodu. To ją jednak nie zajmowało.
Po śmierci cara Aleksandra I, w Rosji wybuchł bunt dekabrystów, żądających demokratycznych zmian na wzór francuski. Demonstranci pod Kremlem w Moskwie i Pałacem Zimowym w Petersburgu, obwołali carem księcia Konstantego Pawłowicza wołając: - Niech żyje car Konstanty i jego żona Konstytucja! Ale książę Konstanty, poślubiając Joannę, zrzekł się tronu, na rzecz młodszego brata Mikołaja. Taki był warunek Aleksandra I, zezwalającego na ślub z Polką!
Na tron wstąpił car Mikołaj I, zwany potem żandarmem Europy i tyranem. W Polsce wybuchło w 1830 r. Postanie Listopadowe. Powstańcy uderzyli na Belweder, pragnąc dosięgnąć Konstantego,ale to im się nie udało. Księżna ukryła go podobno w swojej garderobie, gdzie dobrze wychowani powstańcy już nie weszli. Wielki książę uszedł z życiem i razem z żoną przemieszczał się po różnych miastach, szukając ucieczki. Kiedy rozpoczęła się słynna i krwawa bitwa pod Olszynką Grochowską, książę widząc swoje ukochane wojsko polskie, które tak maltretował, idące do ataku, nie wytrzymał i obserwując bitwę krzyczał: - Brawo chłopcy, bijcie kacapa! Jeszcze Polska nie zginęła!
Te okrzyki doszły do Petersburga i nie spodobały się carowi Mikołajowi. Starszy brat był ciągle dla niego zagrożeniem. Kiedy Konstanty z żoną zatrzymał się w Białymstoku, był upalny dzień i książę zjadł z apetytem talerz czarnych jagód. Wkrótce zaniemógł, a wezwany lekarz Kalisz, będący na służbie cara, nie zdołał mu pomóc. Konstanty zmarł, przed śmiercią pod wpływem błagania ukochanej żony, przechodząc na katolicyzm. Ludzie szeptali o truciźnie podanej księciu przez lekarza Kalisza. Ale w opinii rzeczoznawców carskich, książę Konstanty zmarł na cholerę, jaka wtedy grasowała w Polsce, przywleczona przez wojska generała Dybicza.
Przed zamknięciem trumny, księżna ścięła swoje wspaniałe długie włosy i położyła je zmarłemu przy twarzy. Nie włożyła kirów żałobnych, lecz śnieżnobiałą suknię, w której tak podobała się mężowi.
Żaneta towarzyszyła mężowi do Petersburga i po pogrzebie zamieszkała w carskim Pałacu, otoczona troskliwą opieką całej carskiej rodziny. Podobno księżna czytała głośno młodemu księciu Saszy, późniejszemu carowi Aleksandrowi II, piękne wiersze Mickiewicza. Wkrótce księżna zapadła na nieuleczalną chorobę, gruźlicę, zwaną wtedy suchotami. Czyniła wiele dobrego, wspierając Polaków na obczyźnie i kościoły katolickie.
29 listopada 1831 r, dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego, Joanna z hrabiów Grudzińskich, Wielka Księżna Łowicka, odeszła w zaświaty w chwili agonii wzywając swego męża. Pochowano ją z wielkim ceremoniałem należnym krewnej cara w katolickim kościele św. Katarzyny w Petersburgu.
Kiedy po wojnie polsko-rosyjskiej w 1920 roku, rząd radziecki zwrócił się do władz polskich prosząc o zabranie, między innymi, zwłok Księżny Łowickiej, rodzina państwa Chłapowskich, przywiozła ją do Rąbina, majątku Chłapowskich, i pochowała koło siostry Joanny, pani Antoniny Chłapowskiej. Gdy otwarto trumnę, okazało się, że dziwnym trafem zwłoki księżnej były nie tknięte rozkładem. Leżała w trumnie obitej amarantowym aksamitem, w białej sukni z brabanckich koronek. Ręce w wysokich białych rękawiczkach miała skrzyżowane na piersi, a odrosłe w ciągu wieku włosy, spływały na aksamitną poduszkę. Po śmierci rozłączoną ją z miłością jej życia – wielkim księciem Konstantym i spoczęła na wieki z dala od niego, w polskiej ziemi.
Elżbieta Gizela Erban

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz